Spotkałem się z nią po latach. Wciąż była piękna, ale czas ją postarzył (nie młodniejemy…). Poszliśmy na spacer po Bulwarach Wiślanych opowiadając o sobie. Ukończyła magisterkę z rehabilitacji i otworzyła salon masażu. Przeprowadziła się na swoje włości, ale bez chłopaka.
- Czarek mnie zostawił... - wyjaśniła.
Zaszliśmy do kawiarni, gdzie Aniela wypiła dużo zadużo wina Merlot... Chwyciła się mnie - jak tonąca brzytwy - i się wywaliliśmy.
Podnieśli nas z gleby rośłi mięśniacy, a barman zaproponował nam nocleg w pokoju nad barem. Przystałem na to, bo nie było zabardzo innych opcji. Aniela i tak spała, więc i ja zmrużyłem ślepia.
Obudził nas hejnał z Wieży Mariackiej.
"O matko, już południe?" - pomyślałem.
Aniela miała tzw. "dolegliwości po imprezowe". Wskoczyłem w ubranie i zszedłem do baru, po piwo. A właściwie dwa piwa. Wróciłem
- Czym się strułaś, tym się lecz! - powiedziałem, stuknęliśmy się i opróżniliśmy zawartość butelek. Szybki prysznic i zejście do baru. Tam kołejne piwa, zapłata barmanowi za wino, piwa i pokój.
I do następnego razu! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz