Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #opowieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #opowieść. Pokaż wszystkie posty

23.04.2025

Mord w księgarni

 "Mord w księgarni"


W Księgarni przy Rynku Głównym w Krakowie podejrzany typ wszedł  do Księgarni i nie mówiąc ani słowa, wziął książkę "zabójcza trucizna" i usiadł w rogu przy stoliku. Miał na sobie ciemne okulary i długi, czarny płaszcz. Nie rozebrał go. Z wewnętrznej kieszeni wyjął e papierosa, zaciągnął się nim i zagłębił się w tekście. 

Po dłuższej chwili, młodsza bibliotekarka Iwona G. zdobyła się na odwagę:

- Proszę pana! Tu nie wolno palić! - powiedział błagalnym szeptem. 

Faceta nakręcił ton jej głosu

- Bo co mi zrobisz?! Zadzwonisz po policję? - spytał ostrym basem. Po czym wyjął spod płaszcza maczetę i rzucił nią w pracownicę. Celnie.

Krew rozpryskała birko, fotel i 4 półki z książkami. Sprawca chwycił dowód zbrodni, książkę i wytarabanił się oknem. 

Miało to miejsce 13 Marca 2025 około 20.

W księgarni akurat nie było klientów . Wybicie okna wszczęło alarm, jednak kat wmieszał się w tłum przechodniów i powiedział sobie: To ujdzie mi płazem.

Wciąż było mu mało... Po zabójstwie w księgarni, wyłudził z Kreciego babnku przy pomocy maczety 100.000 złotych i poleciał helikopterem z wynajętym pilotem gdzieś, na koniec świata.


Koniec

5.08.2024

Opowieść Kaszëbska:

 "Opowieść Kaszëbska"

W Przywidzu od rana się chmurzyło, ale nie spadła ani kropla deszczu. Temperatura była też bardzo przyjazna: 24 stopni C.

Lukas z podgrupką przyjaciół z Kliki pojechał na plażę, nad jeziorem. Zmienił swój strój na spodenki (kąpielówki), ubrał pas pływacki i razem z opiekunem Julkiem wszedł wgłąb jeziornej wody. Wtedy Julian go póścił i zaczął sam pływać! Początkowo na brzuchu (pseudo-kraulem) później jednak  gdyż woda dostała się do jego ust - przez zgryz otwarty - zaczął się dławić i chcąc nie chcąc wypijał wodę. Wówczas obrócił się na grzbiet i po odkaszlnięciu pływał dalej! Trwało to pływanie dość długo, ale L. się - o dziwo - nie utopił! Co więcej, na brzeg wyrzuciła go fala, a on z "bananem na ustach" rzekł:
- Było super! Musimy to powtórzyć! - i "drzwi nienaoliwionej szafy", znów się otworzyły. 
Po plażingu Lukas był na zakupach. Kupił m. in. zeszyt 40-kartkowy.
Po obiedzie zaczął lać rzęsisty deszcz. Paweł otworzył zacięty zamek od portfela L. i manna posypała się po bruku. L. i P. zebrali jednak szybko monety i wsadzili je do nowo zakupionego portfela ze skóry (z kury). 
Paweł się położył na drzemkę, a Lukas zaczął pisać. Nie trwało to jednak długo, gdyż ktoś zaczął mocno stukać w drzwi
- Otwórzcie, a nie pożałujecie! - dobiegły ich uszu dwa słodkobrzmiące, kobiece głosy. Lukas otworzył, a tam stały Julka i Agniecha. Miały na sobie kwieciste kiecki do połowy uda, wieczorowy makijaż i sandały. W rękach dzierżyły browary i grę planszową Trefl 5 sekund (bez cenzury). 
- Hej! Chętnie z Wami zagramy, jeśli nie macie nic na przeciw...
- Jasne! Wbijajcie! - Lukas i Paweł byli bardzo chętni na grę w miłym towarzystwie dziewczyn. 
I zaczęli grać! Wciągająca gra obudziła Pawła, a wszyscy gracze zapomnieli poczuci czasu. 
Z nagla zaczęły piać koguty w sąsiednim gospodarstwie. Julia spojrzała na zegarek
- Słuchajcie! Jest 3:50! - zawołała odkrywczo. - Za godzinę, będzie wstawało słońce. W sumie moglibyśmy je podziwiać, gdybyśmy się zebrali...
Cała czwórka kiwnęła głowami i w szybkim tempie zaszli na plażę, gdzie w odpływającej wodzie jeziora stały dwa kajaki. Wsiedli do tychże kajaków i zaczęli wiosłować. Szło im to całkiem sprawnie. 
O 4:50 słoneczko zaczęło nieśmiało wzbijać się ponad linię horyzontu. Byli na środku jeziora. Kto miał aparat fotograficzny lub smarthphone, pstrykał ile wlazło. Fioletowe chmury - a nawet granatowe - złociste słońce, a wszystko odbite w falach Przywidzkiego Jeziora. Magiczna chwila. 
A po dwóch minutach, ktoś jakby zaświecił światło. W mgnieniu oka zrobiło się widno i ekipa powoli wracała do keji, a później na śniadanie.
W planach tego dnia, miała być wieczorna dyskoteka., więc L. z Pawłem poszli do dyskontu spożywczego w celu zaopatrzenia się w m. in. trunki na imprezę. 
Impra rozkręcała się od 21. Za konsoletą stał DJ Peterson. Grał "grube nuty": house, techno, dance itp. Dziewczyny były przygotowane na tańce i hulanki. A chłopakom w to graj! 
Mega imprezy i wszystko inne. I w takich klimatach szczęliwie, ale bardzo szybko minął ten obóz. 
Koniec opowieści, ale nie - mam nadzieję - kolejnych obozów 😆💖

25.11.2021

Przemiana życia Cecylii

Dawno, dawno temu po Bieszczadzkich lasach jechała karoca zaprzężona w cztery konie. W tej karocy prowadonej przez woźnicę, siedzieli książe Gytold i księżniczka Cecylia.
 Nagle, karoca się zatrzymała. Po 5 minutach postoju książęca para zaczęła pókać do woźnicy. Niestety, na próżno. Książe otworzył drzwi karocy i się wychylił. Zobaczył woźnicę z wybitymi pięcioma strzałami z łuku. Chciał coś powiedzieć, ale po chwili osunął się na drogę że strzałą wbitą w głowę. Księżniczka zaczęła krzyczeć, lecz na próżno. Łucznicy wyrwali z zawiasów drzwi karocy i jeden z nich wziął na ramię rozdygotaną Cecylię, która nie przestawała krzyczeć i wierzgać nogami.
_ Spokojnie, bo inaczej dostaniesz w koronę! - ostrzegł jeden z nich.
Roześmieli się wszyscy.
- Nie będziecie mi rozkazywać! Ja jestem księżniczką, a nawet królową! - odpowiedziała obużona.
- Możesz zostać Królową Złodziei, tylko przestań się wyrywać! - zapowiedział rzezimieszek, który wyglądał Cecylii na przywódcę.
Szli tak, i szli zagłębiając się w coraz głębszą gęstwinę mrocznego lasu. W końcu weszli do jakiejś chaty, gdzie rzezimieszek póścił Cecylię i wylądowała na słomie. 
- Zostaniesz tutaj, aż nie przyzwyczaisz się do nowej rzeczywistości - rzekł sucho i zatrzasnął drzwi.
Cecylia się rozpłakała. Łkała tak przez 3 dni i 3 noc. 4 - ego dnia nie miała już czym płakać, więc się uspokoiła. Wtedy przybył do niej Król Złodziei i przyniósł pucharek z wodą.
- Napij się i obmyj. Jestem Bir Bir - wyciągnął do niej rękę. 
Zaczęła żłopać wodę, bo od 4 dni nie miała niczego w ustach. Gdy już zaspokoiła suchość, zaczęła:
- Znalazłam się w nowej sytuacji i nie wiem co mam robić...
- Nigdy nie próbowałam.
Bim zaprowadził ją na strzelnicę
- Masz tu łuk i strzałę. Naciągasz łuk, celujesz i wypiszczasz strzałkę. Spróbuj.
Cecylia zrobiła tak, jak poinstruował ją Bim Bim. Trafiła w sam środek tarczy.
- No, to był strzał w dziesiątkę! - Bim nie mógł wyjść z podziwu. Podobnie jak Cecylia.
Wkrótce Cecylia stała się mistrzynią królową łuku. Zasmakowała życia z Bim Bamem i jego kompanią.
Większość królowych może jej zazdrościć przemiany życia.

Koniec.

2.10.2021

Opowiadanie: Długa randka w czasie pandemii:

 "Długa randka w czasie pandemi"

Zaczęło się w drugiej dekadzie października 2020. Zimno... Paraliżujący ziąb. W dodatku pandemia Covid - 19 zamknęła większość ludzi w domu, później nakazywała używanie masek/przyłbic, dystans i dezynfekcję. Falami nadchodziła, a potem przechodziła. I znów przychodziła, a potem znowu odchodziła.

Zofia Lorenzi miała dość ograniczeń i rystrykcji. Chciała zobaczyć twarze ludzi pracujących w jej osiedlowym markecie, a zwłaszcza tego faceta z zaopatrzenia. Jego silne mięśnie ramion i klatki piersiowej powodowały u niej , że dostawała gęsiej skórki. Marzyła o nim na jawie i we śnie. 

Podczas ostatnich zakupów, chciała kupić kilogram pomidorów. Niestety, była niskiego wzrostu i nie dostawała do najwyższej półki na której świeciły się świeże, dorodne pomidorki.

- Pomóc? - spytał facet z zaopatrzenia. 

- Yhm... - tyle tylko udało się jej wymamrotać.

- Ile sobie pani życzy?

Wtedy w Zofi pękła bariera wstydu

- Jaka pani? - zapytała obużona, ale z uśmiechem na twarzy - Zosia!

- Yyy... Więc, Zosiu, pół kilo? Kilogram?

- 30 dekagramów. Dziękuję. A ty jak masz na Imię? Umówisz się ze mną? - słowotok chciała opoanować, ale nie potrafiła.

-Jasne! Po mojej pracy, czyli o 20 - tej. Gdzie się spotkamy? Jestem Remigiusz.

- Wiesz, teraz w czasie pandemi raczej ciężko się umówić w mieście... Zapraszam Cię do siebie! - Zofia była taka szczęśliwa i podekscytowana, że nie mogła uwierzyć w to, czego właśnie dokonała.

Ale po chwili wróciła na zimę i zaczęła przygotowywać kolację:

stół nakryła obrusem, na środek poszły świece, talerze, sztućce, kieliszki. Wino Carlo Rossi schłodzało się w lodówce. Usmażyła gęś, podała ser płeśniowy. 

Wyprasowała czerwoną sukienkę, zrobiła make up... Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Ale trema w niej pozostała.

Nagle, zdzwonił domofon. Zerwała się na równe nogi i zaczęła biegać w koło pokoju. 10x. Kręciło jej się w głowie. Za 3 razem podniosła słuchawkę.

- Halo? - zaczęła nie śmiało.

- Remek. Wpóścisz mnie, czy mam próbować wejść na Spider - Mana? - zaśmiali się oboje.

... Zapukał do drzwi mieszkania. Nic, cisza. 

Po chwili chwycił klamkę i pociągnął w dół. Drzwi się otworzyły.

- Zosia? Zosia, jesteś? - spytał niespokojny. 

I tym razem nie odpowiedziała. Remigiusz zwątpił. Zaczął przeszukiwać jej mieszkanie, pytać sąsiadów... Nikt jej nie widział. 

Przemył wodą twarz w łazience i spojrzał w lustro. Wówczas zobaczył rozmyte postaci uciekające na koniu. Wyciągnął rękę i... go wciągnęło.

Po drugiej stronie lustra rzeczywiście była polna droga, po której pędziły konie. Remigiusz rozejrzał się dokoła i ujrzał inne pasące się w pobliżu na łące konie. Dopadł jednego i go dosiadł.

Od razu wszedł w galop. Dopędził ich w bardzo szybkim czasie. 

- Dlaczego mi ją zabrałeś? Kim ty właściwie jesteś? I co tu się właściwie wyrabia?  - chciał wiedzieć Remek. Ponieważ nie odpowiał, walnął go prawym sierpowym.. Ten zsunął się z konia. Remigiusz przeskoczył z konia na drugiego pędzącego konia.

- Zosiu, nic Ci nie jest? - spytał z ręką na sercu. Jego tętno waliło jak oszalałe. 

- Odkąd wskoczyłeś za mną do świata za lustrem, wiem, że nic mi nie grozi. - wtuliła się w niego i go pocałowała. 

Remek wstrzymał konia i zaczęli się pieścić...

Nagle, ich oczom ukazał się zamek... A raczej zamczysko!

- Chciałbym zobaczyć co skrywa ten zamek - powiedziała Zosia zzaciekawieniem.

- Jak sobie życzysz, skarbie.

I zagłębili się w jego mroczność. Był opustoszały. Na ścianach w komnacie królewskiej zobaczyli portrety zakapturzonej postaci w koronie.

- Ty, patrz! To chyba ta postać, która Cię porwała! - wykrzyknął odkrywczo.

-  To znaczy, że...

- Jesteśmy królem i królową! - razem orzekli i zaczęli tańczyć z radości. 

Wszystko rozkwitło, również uczucie miłości w nich. 

...Pewnego dnia lustro w komnacie królewskiej znów przybrało falistą postać. Królowa Zofia zawołała króla Remigiusza.

- To co, wracamy do naszego świata? - zapytała.

- No, chyba najwyższy czas.

Złapali się za dłonie i wskoczyli znów do lustra...

Wyskoczyli tam, gdzie niegdyś każde z nich wskoczyło, czyli z lustra Zosi. I...

Czas w ich świecie normalnie stanął w miejscu!

- Zgłodniałem.

- Ja też. Co powiesz na smażoną gęś w Carlo Rossi i ser płeśniowy?

- Idealnie!

... Po pierwszej randce, zakochali się w sobie na zawsze.


Koniec!












25.08.2021

Randka w ciemno

 "Randka w ciemno"

To był wtorek 24 sierpnia. Wieczorem, szedłem sobie jednokierunkową ulicą. Słońce chyliło się ku zachodowi. Wstąpiłem do Restauracji Piwni Carowie, napić się jednego piwa. Przy barze siedziała piękna kobieta. Przy pierwszym stoliku siedziała para starszych ludzi. Ubrani w eleganckie stroje, raczyli się kalifornijskim Rossi. Stoliki numer 2 i 3 były wolne, natomiast przy ostatnim siedzieli tajemniczy mężczyźni. Mieli czarne długie płaszcze, czarne okulary i coś załatwiali. Być może ciemne interesy... Z głośników leciały ballady rockowo- metalowe

- Okocimskie lane - zwróciłem się do barmana. 

Ten napełnił i podał mi kufel. Kobieta zaczęła gatkę

- Masz fajny gust. Kupujesz ubrania u Lancerno, czy w Reserved?

- W Remenie - odpowiedziałem, Zbiłem ją z tropu. - A twoja piękna sukienka pewnie została kupiona w Montonie. Podkreśla twoje oczy i pasuje Ci do kolczyków. 

- Dziękuję - rzekła po chwili. Robiła wrażenie skoncernowanej, speszonej. 

- Jak Ci na Imię? -spytałem.

- Liliana - usłyszałem - A Ty?

- Lukas.

- Zostaniesz dłużej? - zapytała.

- Ńie. Kończę piwko i spadam. A Ty?

- Ja też. Ale bynajmniej nie do domu... Nad urwisko! Idziesz ze mną?

- To brzmi jak zaproszenie na randkę. Wchodzę w ciemno!

Nad urwiskiem nie znałem terenu. W dodatku była ciemna noc. Poprosiłem o podanie dłoni. Uczyniła to bez słowa odmowy. Położyliśmy się na trawie i patrzyliśmy w gwiazdy. 

Nagle, zaczęły piać koguty w oddali, a po chwili słońce obudziło się do wstania.

- Lili, dzięki za randkę w ciemno - powiedziałem.

Nasze usta spotkały się i... nic nie było jak przedtem!

Koniec

16.05.2021

Lukas wśród piramid

 

Lukas wśród piramid

Gdy wreszcie skończyła się pandemia koronawirusa, Lukas z przyjaciółmi pojechali na dwutygodniowy obóz na Pustynię Błędowską.

- Kawał p8aszczystej pustyni! - powiedział Paweł, przybijając słupek w piasek. 

Wkrótce namiot wzbił się w górę tworząc schronienie przed wiatrem i piaskiem. 

- No, w takim wigwamie, to człowiek odzyska siły! - uśmiechnięty od ucha do ucha Paweł postawił namiot i wszedł do środka. W sumie, w dwóch namiotach znalazło się 10 osób, po równo kobiet i mężczyzn. Nadszedł wieczór i noc.

O północy, Karolinę i Piotra obudziły szmery... Wyszli więc, przed swe namioty i ujrzeli żywą mumie! Oddalała się na wschòd. Nie chcieli budzić ekipy, więc powrócili do tematu przy śniadaniu.

- Wiecie co, z Piotrkiem widzieliśmy mumie w nocy! - zaczęła Karola.

Reszta ekipy nie mogła w to uwierzyć. Więc, wszyscy poszli na rekonesans w głąb pustyni. 

I tam, z nikąd, wyrosły 3 piramidy, tworząc trójkąt równoramienny.

- I co, teraz nam wierzycie? - spytali.

- Tak, oczywiście. - odpowiedzieli poważnie. 

Niebacząc na zagrożenie, Lukas poprosił Pawła o zrobienie sobie zdjęcia wśród piramid. I wtedy właśnie, dostali "gęsiej skórki"... Gdyż wejście pierwszej piramidy otworzyło się i wyszła najprawdziwsza mumia.

Niektórzy przetarli oczy, inni szczypali się po rękach. Ale to nie był sen, to była prawda.

- Uciekajmy! - przerażona Justyna już zamierzała czmychnąć, gdy mumia przemówiła:

- Nie bójcie się! Ja też chcę mieć zdjęcie... - lamętującym głosem. 

Ze zdumienia powiększyły się im oczy, a Lukasowi "szczękaa opadła" na piasek. Wszystko ze zdumienia. Ale spełnili prośbę mumii. 

Mumia uradowana zaprosiła całą ekipę do wnętrza piramidy. Było ciemno, nïc nie było widać. Oświetlili wnętrze czołówkami i ujrzęli samo złoto:

Złoty sarkofag, złote ściany, sufit, podłogę... wszystko lśniło złotem! 

Mumia oprowadziła ich po trzech piramidach, a potem urządziła im imprezę! Rozbłysnęły różnobarwne światła, z sufitu wyłoniły się głośniki, z których dj Mumia puściła dyskotekową muzykę.

I tak dwa tygodnie minęły im - jak mrugnięcie powiek - w miłym, starożytnoegipskim toważystwie.

Później, niestety, musięli się pożegnać z mumią... Ale obiecali, żebędą częściej odwiedzać Pustynię Błędowską. Co więcej,polecą to miejsce wszystkim internautom, bo:

"Super imprezy, w trzech piramidach!"


Koniec (i początek :-D)

4.02.2021

Zamach stanu w wykonaniu Korlenów

 

"Zamach stanu w wykonaniu Korlenów«


Obyczajem Korlenów było zabijanie. Zabijanie z premedytacją. Zabijali zawsze o ustalonej godzinie. Najczęściej o północy..

- Beny, to kogo dziś kropnîemy? - spytał Rolphy celując do wyimaginowanej postaci na papierze z pistoletu ASGD 60. Strzelił z odległości 500 metrów. Trafił w sam środek.

Beny nie mógł wyjść z podziwu.

- Rolphy, jesteś najlepszym strzelcem, jakiego znam! - pochwalił kolegę. - Zrrobimy zamach stanu i zastrzelimy prezydenta Alena McCrackena, podczas obmyślania planów na następny dzień! - pòwiedział Beny ładując swój pistolet. 

Wieczorem Rolphy siedział na dachu równoległego budynku i celował w otwarte okno sypialni prezydenckiej. Światło było wyłączone i żaden ruch nie był rejestrowany. 

Zapalił papierosa. Jego miętowy smak go orzeźwił i pobudził do działania. Zakaszlał i czekał, Beny wyposażył się w lornetkę wojskową Blackfire Zoom 10 - 30x50 i był Rolphy' ego "oczami". 

Po pięciu minutach, chyba najdłuższych w ich życiu, światło się włączyło i do sypialni wtoczyli się prezydent Alen i prezydentowa Ritha. McCracken zbĺiżył się do okna, w celu zmknięcia, gdy nagle, padł w tył. Pierś miał zakrwawioną. Ritha pochyliła się nad ciałem męża i dostała strzał w tył głowy, w potylicę..

- Rolphy, ruchy! - krzyknął Beny i zaczął biegnąć w stronę wschodniej ściany pogrążonej w mroku, a następnie spuszczając się w dół. Rolphy zrobił to samo 3 sekundy później.

Policjanci zajęli cały pałac prezydencki, podczas gdy zabójcy w szybkim tempie wmieszali się w tłum oszołomionych ludzi.

Po 10 minutach jechali nocnym autobusem, ubrani w czarne marynarki, czarne spodnie, okulary w tym samym kolorze i buty stonowane. Nie odzywali się do siebie. Słuchali Travolty w radiu. Nagle, wybiła 2. Radiowe wiadomości podały, że był podwójny zamach stanu. Sprawcy/sprawców nie znaleziono..

Bracia Korlenowie cieszą się wolnością!  

Więc uważajcie, żeby i Was nie kropnęli!


Koniec.

29.08.2020

Noc nieprzespana


"Noc nieprzespana"

Miałem spać, ale nie śpię. Zmieniłem tak nagle zmieniłem zdanie,
gdyż właśnie tej nocy wyznaczyłem sobie zadanie:
Chcę napisać rymowane, miłosne opowiadanie,
i dostać drugie śníadanie, a później drugie danie.
Już myślałem, czy by nie oddać się w objęcia Morfeuszki/Morfeusza,
Gdy na Messangerze napisała do mnie bratnia dusza:
"Zapraszam Cię do siebie za godzinkę na drinka.
Podpisano: Twoja Karinka".
Ubrałem więc, maskę na swoją facjatę i wyszedłem na wirusów jatę! (Covid-19).
Przywitaliśmy się z Karinką - łokciami
i wypiliśmy pyszne drinki - ustami.
Pożegnaliśmy się tak samo i... już było rano!

28.08.2020

Od słoni do miłości, jest bardzo blisko

Dziś rano, Lukas znalazł się w Old Town Cafe Bangkok. Zamówił sobie baguette sandwiches i podwójne espresso. Jedząc i popijając, czytał Bangkok Post. Na pierwszej stronie jego oczom ukazał się artykuł:
"Przyznano kaucję" - Sąd karny zatwierdził wniosek o zwolnienie za kaucję dla dziewięciu osób.
Kolejny artykuł: 
"Sieć została przerwana" - chodzi o rusznikarza, samouka i dwóch wspólników aresztowanych za produkowanie karabinów i sprzedaż ich on - line klientom w 39 prowincjach
oraz "Zainfekowana dziewczyna Malezyjczyka została oczyszczona z choroby Covid - 19".
Nagle, do kawiarni weszła piękna dziewczyna, Tajka. Ponieważ nie znalazła wolnego stolika, podeszła do stolika przy którym siedział Lukas z pytaniem:
- May I side down here? - starając się zrobić minę zdziwionej. 
On skinął głową, składając gazetę i uśmiechając się szczerze. 
Ona zamówiła Kho-Tom i ice coffee. 
Po krótkiej rozmowie w języku angielso-tajskim, Lukas poznał jej imię: Sara, jest ode niego młodsza o rok, lubi czytać książki, opiekować się słoniami i interesuję się modą. 
Jest niska, ubrana w satynową mini. Na jej twarzy często gości uśmiech. 
Po śniadaniu postanawiają pojechać do miejsca, gdzie Sara opiekuje się słoniami.
- Zapoznam Cię z pewną, słonicą - oznajmiła prowadząc do słoniowej stajni. 
Song (2), tak na nią wołano, brała właśnie kąpiel w sztucznym jeziorze. Na widok opiekunki - a może Luksa? - Song zrobiła "wodospad" trąbą.
- Też się cieszę, że Cię widzę - powiedziała Sara - Chcę Ci przedstawić Lukasa.
Na trąbie słonicy, wysoko, Lukas położył prawą dłoń. Song, jakby go zaadorowała.
Po kąpieli, słoń wytarzał się w błocie. Jak to wytłumaczyła Sara, to po to, żeby chronić się przed insektami. Błotko też działa jako filtr UV,
Lukas, dowiedział się jeszcze wiele ciekawych informacji o słoniach.
Nagle, Sara i Lukas, poczuli do siebie "miętkę" i się pocałowali. Lukas spytał, czy chcę być jego dziewczyną. Kiwnęła głową, zgadzając się.
Chodzili na randki, kąpali się w morzu/basenie, na dyskoteki itp. 
Miłość kwitła jak czerwona róża. Nie raz pokazywała kolce. Oni jednak, jak doświadczeni ogrodnicy, nie łapali się nich, żywiąc do siebie uczucie miłości.

Koniec!

17.08.2020

Zabójstwa na Węgrzech


"Zabójstwa na Węgrzech"

W niektòrych wsiach na północ od Dunakeszi, ktoś w bestialski sposób morduje ludzi. Jego głównym cele są przeważnie młode kobiety, w wieku 16-20 lat.
Francine Sooro, agentka polcji przybywa z Eger do Dunkeszi, aby zająć się tą sprawą.
- Agentka Sooro, miło poznać! Agent Gyula Kavács, razem zajmiemy się tymi zabójstwami - uśmiechnięty od ucha do ucha młodszy agent śledczy wystawił przyjaźnie rękę.
Francine się "ugotowała". Co on sobie wyobraża?! 
- Uśmiechy są nie na miejscu, agencie Gyula. - przywołała go do przytomności, po czym spytała
 - Co wiemy o tym zabójcy?
- Właściwie, to nie wiele. Tylko tyle, że morduje nocą, a ofiary zostawia przeważnie w parkach, na ławkach. - odpowiedział Kovács poważniej.
Sooro zamyśliła się.
- Ustawcie kamery w wioskowych parkach! Nie ociągajcie się, do wieczora kamery mają być zainstalowane i włączone. Co najmniej jedna w każdym parku. Ochrona policyjna mam nadzieję, że pilnuje, 24h /dobę? -  chciała się upewnić.
- Nie... To znaczy, parki są strzeżone od świtu do zmierzchu przez policjantów. Później zamykamy...
- Czy wy macie problem z głową?! - zbulwersowała się Francine, po czym kóntynuowała - Każdy, zwłaszcza morderca, może się dostać do parku nocą, wspinaczką po ogrodzeniu okalającym park! - Sooro przemówiła gliniarzom do rozsądku.
Już tego samego dnia, policja rozlokowała monitoring  przy każdej bramce do parku i zwiększyła siłę ochrony.
Agenci Sooro i Gylua ochraniali park Katanadom. 
O 19 - tej nic się nie działo.
O 20 - tej też nic.
21 - a cisza. 
Gylua ziewnął i żeby nie usnąć, wlał w siebie napój energetyczny. Francine wypiła łyk kawy.
Dopiero o 23:30 wyłoniły się dwie postacie:
Pierwsza trzymała drugą pod pachę. Mężczyzna na oko po 50 - tce, kazał dziewczynie (15-17) tak, jak przypuściła Sooro, wspiąć się po ogrodzeniu parku.
Agenci po cichu zrobili to samo.
- A teraz rozbieraj się! - rozkazał.
Dziewczyna posłusznie wykonywała wszystkie jego polecenia.
- Dlaczego nie stawia oporu? - spytał Kovacs.
- Myślę, że dał jej metę, bądź inny narkotyk.
Facet, musiał się napatrzeć. Wyjął aparat i zrobił zdjęcia. Potem z kieszeni wyjął nóż i już chciał zadać cios dziewczynie, gdy z krzaków wyszli agenci Francine i Gyula:
- Rzuć broń! Jesteś osaczony i najrozsądniej dla ciebie, byłoby się poddać - zaczęła pertraktację Sooro. 
- Akurat! - szatańsko się roześmiał - Chcę 10 milionów $ i prywatny helikopter, albo... ona zginie! - zagroził i przytknął nóż do jej gardła.
Agent Kovács przejął negocjację. Kompletnie zmienił temat i spytał, jak mu było w podstawówce. Zaczęło się długie, monotonne gadanie.
Kovács wywnioskował, że nie było kolorowo. 
Francine zakradła się od tyłu, gdy Gylua konwersował. Sooro dała komendę głosową Kovácsowi i ten wystrzelił. Facet, odrzucił nóż i trzymając się za rozkrwawione oko, położył się na trawie, wyjąc z bólu. Gylua go obezwładnił, a Fracine wypowiedziała prawa jakie go obowiązują (m. in. Prawo milczenia). 
I tak agenka Sooro z agentem Kovacsem zatrzymali groźnego, węgierskiego zabójcę.
Agentkę Francine Sooro i Agenta Gyula Kovácsa złączyło jeszcze nie jedno mroczne mordestwo, które udało im się rozwikłać.
Najważniejsze, to działać razem w zgodzie.

Koniec!

16.08.2020

Poland 2020


Jasienica, 16.08.2020

Witam Was moje Kochane❗😘 / moi Kochani❗😉

Co u Was❓ 😮

U mnie wszystko ok 👌😉 Wstałem późnym rankiem. O 11 - tej miałem zajęcia on - line zumba fitness. Program Zoom się sprawdził po raz kolejny 👌👏😊 
Po 12 - tej wyszedłem na pole, do ogrodu. Po chodzeniu i ćwiczeniach Bulbunia ❤😘 przyniosła kawkę i ciacho 😋☕🍰 
Potem się doopalałem 😅 Czytałem książkę, rozwiązywałem 200 panoramicznych i pisałem najnowszą opowieść. 
Następnie Bulbunia ❤😘💞 doniosła piwko🍺😋 
Po obiedzie spacerowałem po ogrodzie i robiłem fotki.

I to by było z grubsza tyle. Pozdrawiam Was serdecznie 💞 życząc miłego wieczoru.
Zostawiam Was jednak, ze zdjęciami:

😋☕🍰❤
Gorąco było...
...zimne piwko mnie orzeźwiło❗🍺😋

Róże
Lilie
Róża








5.08.2020

Skutki łakomstwa


Rankiem, po burzy słońce pobłyskiwało na wilgotnych liściach. Aparatka Alicja otworzyła bombonierkę czekoladek w ogrodzie. Rodzice Ali jeszcze spali, gdy ich córeczka wyszła przed dom i zjadała czekoladki wsmarowując paluszki w piżdżamkę, włosy i ciałko bardzo się przy tym śmiejąc. Normalnie, radość po pachy! 
Nie dając nic po sobie poznać, weszła do domu, włączyła telewizję i oglądała tv. 
Wkròtce rodzice wstali
- Dzień dobry kochanie, co byś zjadła na śniadanie? - spytała mama wkraczając do pokoju dziennego.
- Nic, zupełnie nic! - odpowiedziała niewinnym głosikiem Alicja, dalej oglądając ten sam film. 
- A może Twoje ulubione płatki na mleku?  - zaproponowała otwierając lodówkę - A gdzie są czekoladki? - spytała zdumiona. - Ale, chodź tu szybko! - głos matki uległ diametralnej zmianie, transformacji.
Chcąc, nie chcąc musiał podnieść się z kanapy i wyznać mamie całą prawdę. 
- A co zrobiłaś z papierkami i pudełkiem? 
- No, są tam... - wskazała na ogród. 
Rzeczywiście, pudełko leżało nieopodal na trawie, a papierki porozrywane na różach.
W matce i ojcu wezbrała złość
- Marsz do pokoju! I szlaban na komputer i telewizję - rozkazali.
Ala trzasnęła drzwiami pokoju i się rozryczała. Plazmastyczny płacz jednak rozpoczął się dopiero, gdy ojciec wkroczył do jej pokoju i dał jej w skórę pasem. Łkała do wieczora w poduszkę, tudzież w pluszowego misia Teddy' eg będącego jej jedynym przyjacielem w trudnych chwilach. 
Nagle, około 20 - tej płacz się uspokoił. Rodzice pomyśleli, że usnęła. Nic bardziej mylnego... Uciekła przez okno, zasłaniając zasłony.
- Ufff... Wreszcie się uwolniłam od starch! - ucieszyła się Alicja idąc na przystanek MPK i wsiadając do autobusu nr. 713. Oczywiście, zabrała ze sobą Teddy' ego. 
W autobusie nie było żadnych jej rówieśników. Były 4 starsze dziewczyny, żujące gumy, słuchające głośno rapu i mówiące co drugie słowo na k..., chłopak zasłuchany w bezprzewodowe słuchawki i jeden starszy pan. Po przejechaniu 10 przystanków, Ala opowiedziała mu całą prawdę.
On w6słuchał ją i zaoferował przyjaźń. Zgodziła się. Miał na imię Antonio, tak się przedstawił. Był ubrany w spłowiałą marynarkę, szare spodnie  i czarne pół buty. 
- A pan gdzie jedzie? - spytała Ala.
- Hmmm... Interesujesz się lalkami? - odpowiedział pytaniem.
- Yhm.
- Zabiorę Cię w pewne miejsce - podał jej rękę. Była dużo większa od jej rączki, w dodatku miała zmarszczki. Alicji przyszło na myśl, że to pieczone jabłko. Chwyciła jego dłoń i autobus się zatrzymał. Wysiedli i przeszli 300 metrów. Tam znajdował się teatrzyk lalek. Pan Antoni miał klucze, którymi otworzył i zaświecił światło.
Wówczas ujrzęli wielkie skupisko różnobarwnych lalek.
- Łał, ale piękne laleczki! - zachwyciła się dziewczynka.
Pan Antonio włączył lalki w ruch, a Ala oniemiała. Były przecudne.
Rodzice w końcu znaleźli Alicję, przeprosili za swoje zachowanie i przyżekili poprawę.
Ala im wybaczyła, ale pod warunkiem, że:
Będzie mogła tu przyjeżdżać na przedstawienia. 
Alicja jeszcze nie raz wykręcała numery.
Koniec!

12.05.2020

W Krakowsskim pyle


"W krakowskim pyle"

W krakowskim pyle pod  ulicach latają różnobarwne motyle.
Co więcej w ogródkach dojrzewają daktyle, ale to chyba bardziej zdarza się w Chile.
I te motyle w wydychanym powietrzu mają promile!
Od latarni do latarni w bezładzie latają,
i o trzeźwości zapominają....
...Aż w końcu człowieka w masce zobaczyły i się zdziwiły.
Z miejsca wytrzeźwiały i stroniły od gorzały!





autor: MuzunguOrlik

15.08.2019

Nie zapomniany dzień Lukasa

"Niezapomniany dzień Lukasa"

- Jutro, o 11 w "Nuta Cafe" - usłyszałem w słuchawce telefonicznej - Do zobaczenia! - to była Grace, znajoma mojej znajomej Ann, ktòrą poznałem w czasie wakacji.
Jutro, nadeszło w oka mgnieniu. Do 11 - tej było jeszcze kilka godzin, więc wstąpiłem do kwiaciarni. Kupiłem 3 tulipany. Ich czerwień aż raziła w oczy. Do "Nuta Cafe" zdążyłbym w pięć minut, więc zatrzymałem się w parku. I tam właśnie zostałem naocznym świadkiem kraddzieży, a potem morderstwa! (zabòjstwa). Facet na oko 175 cm, w kominarce ukradł biznesmennowi walizkę i zaczął uciekać. Złodziej się nie domyślił, że biznesmann ma pistolet, z ktòrego - celnie - wystrzelił...
Policja nadjechała po chwili. Z parku wydostałem się wpinaczką po murze ròwnoległym wyjściu.
W "Nuta Cafe" byłem 10 min. przed 11. Grace na szczęście spòźniła się nieznacznie.
- Cześć Lukas! Dzięki za kwiaty - powąchała - Co się stało? Wyglądasz jakbyś co najmniej ducha zobaczył! 
- Może nie ducha, ale widziałem kradzież i morderstwo! - wycedziłem przez zęby poważnie .-Więcej dowiesz się w wieściach. 
Grace zmieniła temat
- Grają w kinach nowy film "Romanz", może się wybierzemy? - zapytała masując mi ramiona. 
- Z chęcią się zrelaksuję, w miłym towarzystwie. - odpowiedziałem  uśmiechając się. 
"Romanz" okazał się wciągającą komedią romantyczno-sensacyjną. Zapomniałem o przedpołudniowym zajściu i się wyluzowałem.

Koniec.

9.04.2019

Niesamowite przygody Mumiego


Rozdział I


                  W średniowieczu wiele było niewyjaśnionych przygód. Jedną z nich przeżył niejaki Mumi, zwany Mumiokiem.
    Przywiązany do torów kolejowych przez poborców podatkowych, czekał na niechybną śmierć. Mumio chciał żyć, więc ze wszystkich sił pragnął rozciąć sznurkowe więzy. Nie było to łatwe i miał coraz mniej czasu...
Kolej towarowa powoli sunęła po torach. Maszynista z oddali zaczął trąbić ostrzegawczo, podczas gdy Mumiok szarpał więzy...
Dobra..., dłonie miał już wolne!
- Teraz jeszcze stopy... – przynaglił się.
 Kolej była w odległości kilku metrów, kiedy Mumiemu udało się wyswobodzić. Przekoziołkował w bok i uchronił się przed rozjechaniem.
- Uratowałem się! – zawołał radośnie, po czym dodał ponuro
- Ale skąd ja wezmę taką kupę pieniędzy?
Usiadł ciężko na piasku nasypu kolejowego i zaczął się zastanawiać nad podjęciem jakiejś pracy, aż nagle... oczy Mumiemu się rozjarzyły. Ujrzał bowiem obok torów wlot do kopalni złota! Co prawda była opuszczona, ale... co kopalnia złota, to kopalnia złota!
 Zapalił łuczywo i wszedł do ciemnego korytarza...  Na pierwszej ścianie znalazł tyle złota, że mógł zapłacić wszystkie podatki i jeszcze mu zostało. Znajomy alchemik wytopił z rudy złoto i uformował kilka sztabek. Schował sztabkę do kieszeni, wcześniej upewniwszy się, czy to prawdziwe złoto. Tak, złoto było prawdziwe, ale... ni to z gruszki, ni z pietruszki usłyszał – Kto zakłóca sen trolla? Chcesz złota, musisz najpierw zmierzyć się ze mną! Jeśli wygrasz, kopalnia będzie twoja! – powiedział.
 Mumiok, czuł pod skórą, że z trollem nie ma żartów. Ale jeśli wygra, kopalnia będzie jego i będzie mógł spłacić wszystkie podatki. To go napędzało do walki o kasę. Troll, choć zwalisty i mocarny, to jednak okazał się bardzo głupi. Mumio zorientował się się na początku walki i dało mu to gigantyczną przewagę. Troll, nie miał żadnych super – mocy, którą posiadał Mumio: Po sylabicznym wypowiedzeniu swego Imienia stawał się smokiem. Spróbował jej użyć...
 Troll zbaraniał i uciekał gdzie pieprz rośnie. Mumiok wszedł do głębi kopalni. Na pierwszy rzut oka widać było, że od x leci nikt tu nie pracował. Bowiem, kopalnia była zalepiona pajęczymi sieciami, niektóre wagoniki były poprzewracane.
Nagle, usłyszał śpiewy. Skrył się za wagonikiem i nadsłuchiwał
- Heeej ho! Hej ho! Do pracy by się szło! – to były krasnale.
- Widocznie po po pokonaniu trolla, obudziłem je z letargu, czaru! - powiedział odkrywczo.
- Witaj najłaskawszy Panie! Dziękujemy, że nas wyswobodziłeś z mocy czaru uśpienia. Jesteśmy do Twych usług - rzekł krasnal, który wyglądał Mumiemu na szefa krasnoludzkiej szajki. 
Mumiok był zaszokowany, ale i dumny z siebie.
- Pracujcie dla Mumiego, a nie zaśniecie! – rozkazał zacierając ręce
- Teraz będę miał z czego zapłacić podatki!


Rozdział II

Mumio zostawił krasnale w kopalni, a sam udał się do tawerny. Musiał jakoś wrzucić na luz po swoich dotychczasowych przygodach. Ogromniasty kufel piwa postawiła przed nim barmanka Sarko. Była piękna.
- Wyglądasz jakbyś przeżył sporo – zaczęła.
- Bo faktycznie nie lada przeżyłem. – odpowiedział jej.
Sarko była bardzo zaciekawiona, więc Mumiok zabrał się do wygrzebywania wspomnień. Opowiedział jej o swoich długach, jak o mały włos nie został rozjechany przez pociąg towarowy, o uratowaniu się, o swej ciężkiej walce z trollem i wreszcie o odnalezieniu kopalni złota! (lecz nic nie wspomniał jej o swej super – mocy), o śpiących, zaklętych krasnoludkach i o tym, że gdy je obudził, pracują dla niego.
- To niesamowite! – Sarko była zaszokowana, a jednocześnie, od pierwszego wejrzenia poczuła ciągoty na Mumio. Mrugała do niego, uśmiechała się i krótko mówiąc miła dzikie rządze. Mumiok lekko się upił, a wtedy Sarko przystąpiła do działania
- Może chciałbyś pójść ze mną na pięterko? – zaczęła go kusić, podnosząc wciąż wyżej swą suknie, pokazując długie, powabne nogi.
I tylko tyle Mumiok zapamiętał z tego wieczora, choć to poniekąd i tak dużo.
 Rano, Mumio obudził się w ramionach Sarko
- Ach Mumi, byłeś boski! – zaczęła go chwalić i nieustannie całować. Mumiok przypomniał sobie o kopalni, o krasnalach i wyznał
- Cóż moja Droga, nasze drogi się złączyły, teraz muszą się rozłączyć – powiedział filozoficznie.
- Ale jakże to? Przecież mogło być tak pięknie!.. – wyobraziła  sobie Sarko.
- I było, ale na mnie czekają krasnale w kopalni – wspomniał Mumio, wkładając odzienie.
- Lecz nigdy Cię nie zapomnę!
Mumio wsiadł na konia I pogalopował do kopalni. Na miejscu krasnale pracowały wydajnie.
- Wydobyliśmy już potrzebną kwotę – powiedział szef szajki, wskazując na sakwę pełną złota – I dalej będziemy pracować do skończenia świata!
Mumi wziął od niego worek, uprzednio mu/im dziękując.
Popędził, więc do urzędu podatkowego. Gdy poborca tylko go zobaczył, najpierw był gotów obciąćmu obie ręce.  Jednak, kiedy pokazał mu sakiewkę pełną złota, wyraźnie złagodniał.
- Mam szczęście! Dziękuję, Bóg Cię zesłał! – powiedział i wlepił Mumiokowi siarczystego buziaka.
Mumi wytarł twarz w sukmanę, jakby to był najgorszy z możliwych rodzajów podziękowań.  
Mumio powoli wracał do kopalni. Po drodze zatrzymał się w lesie, żeby odpocząć przy drzewie. Zapadł w długi sen. Zbudziwszy się, odkrył, że w krajobrazie coś uległo zmianie. Otóż, wszystkie liście w lesie, zmieniły barwę na wyblakłą, matową.
Mumiemu się to nie spodobało. Znów wypowiedział magiczne zaklęcie
- Mu – mie – go!
- stał się smokiem, wzbił się w powietrze (ponad korony drzew) i swym smoczym okiem ujrzał chatkę baby jagi. Z komina wydobywał się wielokolorowy dym...




Rozdział III

Smoczym basem zaczął:
- Cóż wyprawiasz wiedźmo?! - spytał.
- A co Cię to obchodzi? - Baba Jaga nie należała do osób zbyt uprzejmych. Mumio jednak, miał odpowiedź dla tej, nie miłej pani
- Gadaj, albo puszczę z dymem chatę i Ciebie! – zagroził.
Czarownica wyszła przed chatę, spojrzała w górę i nogi się pod nią ugięły.
- Nie! Nie rób tego... – ton jej głosu diametralnie się zmienił.
- No więc gadaj! – smok oddychał przez nozdrza z których czuć było zapach dymu ogniska.
- Uśpiłam las... – w końcu się przyznała.
- To teraz go obudź, albo... – smok ją przynaglił.
- Ale...
- Żadnych ale! – zaprotestował stanowczo.
- No dobra – odparła czarownica i z ciężkim westchnieniem.
Zabrała się za odczarowanie. Smok zaczekał nad chatką baby jędzy, aż liście drzew znów się zazielenią
- I żeby mi to był ostatni raz! – powiedział odlatując.
Przed kopalnią smok znów zmienił się w Mumioka. Nie chciał przecież wystraszyć krasnali.
- Wydobyliśmy cztery wagoniki pełne złota, najłaskawszy Panie! (...)  - powiedział szef krasnoludzkiej bandy.
Mumiok przyjął, podziękował i przyjął kurs na piaszczyste wybrzeże.
W między czasie, złodzieje, obrabowali tawernę, zostawiając Sarko bez grosza przy duszy.
Mumio na plaży znalazł artefakt: czterolistną koniczynę, przynoszącą szczęście. Choć czuł się szczęśliwy, pomyślał o Sarko. Pytał morza jak jej dziś idzie praca w tawernie, czy nie jest zmęczona albo znudzona.
Morze jednak milczało jak zaklęte, albo skrywało jakąś tajemnicę...
Zdecydował ostatecznie, że odwiedzi ją i dziś. Skierował się na północ, gdzie znajdowała się tawerna. Będąc całkiem niedaleko, ujrzał ją na schodkach. Podjechawszy bliżej, spostrzegł, iż twarz ma schowaną w dłoniach, a jeszcze bliżej, że płacze.
- Czemuż płaczesz najłaskawsza pani? – zapytał na powitanie.
- Mumio?! To naprawdę Ty? – powitała go śmiejąc się przez łzy.
 Opowiedziała mu o napaści na tawernę. Na co on jej odrzekł:
- Nie smuć się kochana! Twój rycerz wiezie Ci złoto i artefakt z plaży.- Mumio wręczył jej czterolistną koniczynę i sakiewkę złota.
- Dziękuję! - uśmiechnęła się przez łzy.
Otarł je i przytulił ją do piersi. Długo tak trwali, aż w końcu odezwała się Sarko
- Zabieraj mnie ze sobą, gdy idziesz w bój. Chcę być zawsze przy Tobie, nie ważąc na niebezpieczeństwa. – wyznała.
- Dobrze, ale musisz coś o mnie wiedzieć. Jestem... – zawahał się  – Jestem zaklęty w smoka.
- Ale jak to możliwe? – jej oczy wyraźnie się powiększyły.
- Mu – mie – go – wypowiedział magiczne zaklęcie i zmienił się w smoka.


Rozdział IV

- I co, teraz mi wierzysz? – spytał smok.
Sarko była zbyt podekscytowana i oszołomiona, żeby odpowiedzieć. Więc, tylko pokiwała głową.
Smok Mumiok zasugerował:
- To może zechciałabyś przelecieć się na moim grzbiecie? – zasugerował.
- Tak! Tak! To będzie nadzwyczajne! – ucieszyła się Sarko i w oka mgnieniu wgramoliła się za łep smoka.
- Gotowa na nieziemski lot? – zapytał Mumiok-Smok.
- Jak nigdy w życiu! – odrzekła.
Wzbili się w powietrze. Sarko głośno komentowała:
- Jest fascynująco! Niesamowicie! Pięknie!
- Uwaga, trzymaj się mocno! – ostrzegł i zrobił piruet w powietrzu.
Sarko była w siódmym niebie. Wciąż krzyczała jak dziecko:
- Jeszcze raz, jeszcze raz, proszę... – do nieskończoności zdawało mu się, że powtarza i śmiała się, gdy on spełniał jej prośby.
Bez uprzedzenia zauważyli, że połać zaczarowanego lasu stanęła w płomieniach.
- Co robić? – spytała przerażona Sarko.
- Nie martw się! W pobliżu jest morze.
Smok wziął do pyska dużo wody (ale trochę zostawił) i wypluł nad magicznym lasem. Tuż po ugaszeniu, las bardzo szybko się zregenerował. Rośliny wtepędy wypuściły liście,  i zaczarowany las znów się zazielenił. Wszystko wyglądało jak przedtem.
- Coś podobnego! - Sarko była rozemocjonowana.
- I jak Ci się podoba? – spytał smok swoją pasażerkę.
- Śliczne widoki i magiczne podróże! Dziękuję Ci Mumio – Smoku – i pocałowała go w łuskaną szyję.
- Łał! Nikt jeszcze mnie nie całował w to miejsce! – wyznał.
Jak grom z jasnego nieba ujrzeli błyskawice, następnie usłyszeli grzmoty i lada chwila rozpętało się potężne oberwanie chmury.
- Ląduj! – zapiszczała Sarko.
- Mam inny plan. – enigmatycznie rzekł smok i wzbił się wyżej ponad deszczową chmurę.
Sarko po raz kolejny była wielce zdumiona. Nie wiedziała, co powiedzieć. Mumio jednak poznał ją na tyle, iż wiedział co odpowiedzieć
- Nie ma za co, moja Droga!
Sarko wtuliła się w smoka i lecieli sobie tak po prostu.
Znienacka, wyrósł przed nimi olbrzymi pałac.
- Co to takiego? – zapytała Sarko głodna wiedzy.
- Nie wiem! Po raz pierwszy na oczy widzę tą budowlę. – smok też wyglądał na zaciekawionego.
- Ty, patrz! Coś tutaj jest napisane – wypatrzyła Sarko.
-„Pałac Złotych Tytanów“! – odczytali oboje i złota brama zaczęła się powoli otwierać.
Pierwsza z szoku wyszła Sarko
- Zagłębimy się do środka? – zapytała.
- Czemu by nie – powiedział.
I zniknęli w jasnościach pałacu.

.
Rozdział V

Na dworze Pałacu Tytanów trwał nieustanny werbunek i szkolenie. Tytani strzelali piorunami do celu.
- Czy chcielibyście kupić i wyszkolić Tytana/Tytanów? – spytał dworzanin, który wyglądał im na sprzedawcę.
- Czemuż by nie? – Smok spojrzał na Sarko. – W jedności siła!
Kupili dziesięć jednostek Tytani na początek. Wyszkolili i zapewnili im wikt i opierunek. Zlecieli na ziemię, a Tytani, olbrzymy zeszli po chmurkach i ustawili się w szeregu.
- 5 –cioro z Was niech idzie na zwiady, a druga piątka niech nas strzeże! – rozkazał Mumiok – Smok.
- Mu – mie – go! – zaryczał Smok i znów powrócił do człowieczych kształtów.
- No, a teraz już nic nam nie przeszkodzi do bycia razem! – ucieszyła się Sarko.
 Nieoczekiwanie poczuli, że ziemia się pod nimi trzęsie, a potem usłyszeli erupcje wulkaniczną
- Co to było? – spytała przerażona.
- Mnie coś wygląda, że to uśpiony wulkan się uaktywnił i zaraz wytryśnie zeń lawa. .. – ostrzegł Mumiego. – Ogłaszam ewakuację! – Mumi powtórnie zmienił się w smoka i rzucił do Sarko i krasnali:
- Kto chce przeżyć, zapraszam na mój grzbiet!
Wszystkie krasnale (a było ich około setki) w szybkim tempie usiadły, Sarko jak przywódca siadła okrakiem na szyi i wzbili się w powietrze, gdy z wulkanu wytrysnęła lawa i zalała wszystko wokół.
- Straciłem Tytanów... – przygnębiająco orzekł Smok.
- A nie żal Ci kopalni złota? – z goryczą spytała Sarko.
- Nie aż tak bardzo. Złota trochę jeszcze mam, a krasnale, to jednak istoty żywe.
  Lecieli nad grubą warstwą zastygłej lawy, magmy.
Smok poleciał do góry, do Pałacu Złotych Tytanów, gdzie znów zwerbował tym razem 20-u żołnierzy.
 Zlecieli na Ziemię, która wyglądała jak pokryte magma bobośka (nie wiadomo co).
Były one dość duże, płaskie, w kolorze czarnym. W dodatku dość nie przyjemnie pachniały.
Wszędzie ich były chmary.
- Co to jest? O fu! – Sarko zadała retoryczne pytanie.
- Nie wiem! Myślisz, że to ma jakiś związek z czarami? – głośno zastanawiał się Smok – Mumio.
- Myślę, iż tak! Lećmy do chaty Baby Jagi! – zapowiedziała złowieszczo Sarko.
Będąc nad chatą, ze Smoka zeskoczyli po kolei Tytani (tworząc formację bojową tzn. Otoczyli chatę z błyskawicami w rękach, Sarko zeskoczyła ostatnia. Umówili się ze Smokiem, że da mu znak.
Zapukała do drzwi
- Czego? – Jędza znów była wzburzona – To znowu Wy, psujecie mi całą zabawę!
I już miała kaprys zamienić Sarko w kamień, kiedy chocharda Tytanów powstrzymała ją
- Lepiej nie próbuj swych magicznych sztuczek, wiedźmo! Jesteś osaczona.


Rozdział Vi

Porywisty wiatr miotał chatą wiedźmy, jak gdyby chciał przymusić Babę Jagę do kapitulacji.
Czarownica się nie poddała, więc Smok rozkazał
- Do Ataku!
I burza błyskawic spadła na jej chatę. W tym samym czasie Smok rozdziawił paczę pokazując ostre jak brzytwa zębiska i za zionął ogniem. Chata wiedźmy stanęła w płomieniach.
- Czy myślisz, iż zgładziliśmy wiedźmę? – spytała Sarko, tak jakby powątpiewając.
- Nie sądzę. Lecz na pewno pozbawiliśmy ją księgi czarów i prawdopodobnie różdżki... – odpowiedział Smok.
- Polećmy gdzieś, gdzie można się zrelaksować. – zażyczyła sobie Sarko.
- Znam takie miejsce. Cała na „Smoczą Jamę“! – zakrzykną radośnie smok.
„Smocza Jama“ – okazała się być ekskluzywną kurortem restauracyjnym z mnóstwem atrakcji m. In. Masażem, siłownią, basenem, barem i wieloma daniami do wyboru np. Baran zapiekany z wełną. Lecz były też i „ludzkie dania“ na ostatniej stronie menu.
Sarko wzięła kotleta schabowego , a Smok zadowolił się baranem. Do popicia oboje wzięli piwo Smok. Po jedzeni skorzystali z z wszystkich atrakcji resortu, zapominając o zbędnych kilogramach. Mieli przy tym ubaw po uszy.
Smoczycy Chrapko wyraźnie spodobał się Smok – Mumiok.
Brutalnie odciągnęła Sarko na bok
- Czy my się nie znamy? Twoja paszcza wydaje mi się znajoma!
- Nie przypominam sobie, ale... - Smok Mumiok przeciągnął swą wypowiedź – piwo Smok dla wszystkich na mój koszt!
W barze najpierw zapadła cisza jak makiem zasiał. Wszystkie smocze oczy (a bar był pełny) zwrócone zostały na stolik przy którym siedzieli Sarko i Mumiego. Szok na całego!
A potem Smoki zaczęły ich uwielbiać! Podrzucały nimi i krzyczały:
- Niech żyją Smok Mumiego i człowieczyca Sarko! – skandując wielokrotnie.
- Wiesz Mumiego, ta sława zaczyna mi się podobać! – Sarko była wyraźnie zadowolona. Mumi potwierdził przekrzykując tłum
- Mumkowi już się podoba! – Zaryczał radośnie Smok.
Smok Ugoma, który był dla smoków szefem baru zaproponował im przyjaźń. Przyjęli ofertę, ale nie zgodzili się na zniżkę piwa, co bardzo zdziwiło Ugomę.
- To co chcecie w zamian? – wyglądał na niepocieszonego.
- Przyjaźń to najlepsza rzecz, jaką można zaoferować! – powiedzieli w tym samym momencie Sarko i Smok – Mumiok.


Rozdział VII


Następnego dnia Sarko olśniło. Wpadła bowiem na pomysł, żeby zmienić bar, po prostu odnowić go. Razem z Mumim pomalowali ściany, tworząc na nich rysunki o przyjaźni smoczo-człowieczej, ludzkiej. Ponadto kupili od drwala zaczarowane deski (tartak znajduje się w zaczarowanym lesie), z których w szybkim czasie sporządzili nowe krzesła i stoły. Miały w sobie magię! Nad wejściem zaś umieścili napis „Niesamowity bar u smoka“. Wejście było jak jama.
 Pierwszymi gośćmi którzy przybyli były oczywiście smoki... A raczej jeden smoczyca, tylko że dwugłowa.
- Piwo Smok, proszę! – powiedziała pierwsza głowa.
Druga głowa wyglądała na poddenerwowaną
- Gamio, głuptasie! Nie możesz tyle pić, bo... – przerwała, ażeby podnieść sobie ciśnienie – Bo i mnie się udziela! – i obie głowy rozchichotały się niemiłosiernie.
 A ich chichotanie opanowało wszystkich gości „Niesamowitego baru u Smoka“. Nawet Mumio-Smokowi i Sarko zarykiwali się do łez. Jednym słowem otwarcie baru przyniosło wszystkim wielką korzyść. Jedno, co mogło wydawać się dziwne gościom,
- Dlaczego wszystko (jedzenie i picie) było darmowe?  - na całe szczęście, nit z gości takiego pytania nie zadał (czy to ze strachu, czy były jakieś inne powody?
Różni goście wpadali do „Niesamowitego baru u Smoka“. Jedni chcieli napić się darmowego piwa Smok i pogaworzyć we własnym gronie. Inni zaś, siadali przy barze i gadali z właścicielami. Interes szedł pełną parą!
Bar był czynny codziennie od 9 do 2 – 3 w nocy. Od czasu do czasu zdarzały się burdy, a nawet pożary! Więc, Sarko i Smok – Mumiok byli w ciągłym pogotowiu. Męcząca praca zmusiła ich do zamknięcia baru w jeden dzień w tygodniu.
 W krótce Sarko zaszła w ciąże. Po upływie dziewięciu miesięcy urodziła dwoje słodkich dzieci, którym nadali Imiona Gumo i Akros.
Były to normalne dzieci o nadludzkich zdolnościach. Potrafiły latać, zmieniać oczy na smocze i ziać ogniem! Ta ostatnia zdolność jednak przychodziła im tylko, gdy się zdenerwowały.
 I tak „Niesamowity bar u Smoka“ przyniósł Mumiokowi i Sarko nie tylko w większości zadowolonych klientów, ale również i rodzinę.
 Od czasu do czasu zamykali bar i latali na grzbiecie smoka w różne zakątki średniowiecznego, zaczarowanego świata. A ich niesamowite przygody się powiększały.
I żyli niesamowicie długo i smoczo szczęśliwie.

Koniec!



"Wydanie książki "Niesamowite przygody Mumiego""

           Czerwcowy wieczór zmieniał się w noc. Ale było bardzo gorąco. W tych okolicznościach przyrody, siedziałem sobie w jednym z barów na Rynku Głównym w Krakowie i sączyłem zimne piwko. Ten smak mnie orzeźwiał! 
 Nagle, na niebie pojawił się teleport! I z tego teleportu wyszli rycerz w lśniącej zbroi i jego narzeczona. Skierowali się wprost pod parasol pod którym siedziałem
- Sir Lukas? - zapytał rycerz podnosząc przyłbice - To ja Mumio, zwany Mumiego. A oto piękna księżniczka Sarko. Stworzyłeś nas w swojej książce "Niesamowite przygody Mumiego" - powiedzieli niemalże razem.
- Ale to był tylko tekst, w dodatku nie wydany! - zaprotestowałem. 
- No więc, my właśnie w tej sprawie do świata Sir' a przybywamy. Chcemy, żeby nasze niesamowite przygody wreszcie ujrzały światło dzienne. Krótko mówiąc zostały wydane, a my stali się wreszcie sławni! - zamarzyli oboje. 
- Cóż, wysłałem emaila do Wydawnictwa "Znak" (nazwa wymyślona przez autora, z resztą tak jak ta cała opowieść), ale chcą 99 złotych i 99 groszy za wydanie książki w 10 egzemplarzach. - wyjaśniłem.
- No to w czym problem? - zapytał Mumio.
W tym, że ja jestem raczej ubogim pisarzem i musiałbym chyba głodować, żeby wydać tą książkę! 
- No to trzeba było tak od razu mówić! - roześmiał się Mumio, po czym zwrócił się do swej narzeczonej 
- Sarko, daj Sir' owi worek złota! - powiedział Mumi do swej ukochanej.
Dała mi worek złota. Sprawdziłem, czy to prawdziwe złoto: 
Tak, złoto było prawdziwe!

Następnego dnia udałem się do Wydawnictwa "Znak" gdzie wydałem "Niesamowite przygody Mumiego" w 100.000 egzemplarzy. Nie miałem jednak nigdy więcej odwiedzin z zaświatów i sytuacja się ustatkowała.

Ostateczny koniec!



autor: Łukasz Paulo

Nowy blog:

 https://muzunguorlik02.blogpost.com/