Skopiowane
z:
czwartek,
26 stycznia 2017
data
napisania.
Niewiarygodne
przygody Mumiego
Rozdział
I
W średniowieczu wiele było
niewyjaśnionych przygód. Jedną z nich przeżył niejaki Mumi, zwany Mumiokiem.
Przywiązany do torów kolejowych, przez
poborców podatkowych, czekał na niechybną śmierć. Mumio chciał żyć, więc, ze
wszystkich sił pragnął rozciąć sznurkowe kajdany. Nie było to łatwe i miał
coraz mniej czasu...
Kolej
towarowa powoli sunęła po torach. Maszynista z oddali zaczął trąbić, podczas
gdy Mumiok piłował o brzegi torów kajdany na obręczach dłoni.
Dobra,
dłonie miał już wolne.
-
Teraz jeszcze kostki ... – przynaglił się.
Kolej była w odległości kilku centymetrów,
kiedy Mumiemu udało się wyswobodzić. Przekoziołkował w bok i uchronił się przed
rozjechaniem.
-
Uratowałem się! – zawołał radośnie, po czym dodał ponuro:
-
Ale skąd ja wezmę tyle pieniędzy?
Usiadł
ciężko na piasku i zaczął się zastanawiać nad podjęciem pracy, aż nagle...
oczy Mumiemu się rozjarzyły. Ujrzał bowiem kopalnie złota! Co prawda była
opuszczona, ale... co kopalnia złota, to kopalnia złota!
Na pierwszej ścianie było tyle złota, że mógł
zapałacić wszystkie podatki z nadwyżką. Schował sztabkę złota do kieszenie,
wcześniej upewniwszy się, czy to prawdziwe złoto. Tak, złoto było prawdziwe,
ale, ni to z gruszki, ni z pietruszki usłyszał
– Kto zakłóca sen trolla? Chcesz
złota, musisz najpierw zmierzyć się ze mną! Jeśli wygrasz, kopalnia będzie
twoja! – powiedział.
Mumiok, czuł pod skórą, że z trollem nie ma
żartów. Ale jeśli wygra, kopalnia będzie jego i będzie mógł spłacić wszystkie
podatki. To go napędzało do walki o kasę. Troll, choć zwalisty i mocarny, to
jednak okazał się bardzo głupi. Mumio zorientował się się na początku walki i
dało mu to gigantyczną przewagę. Troll też, nie miał żadnych super – mocy, którą
posiadał Mumio: Po sylabicznym wypowiedzeniu swego Imienia stawał się smokiem.
Spróbował jej użyć ...
Troll zbaraniał i uciekał gdzie pieprz rośnie.
Mumiok wszedł do głębi kopalni. Na pierwszy rzut oka widać było, że od x leci
nikt tu nie pracował. Bowiem, kopalnia była zalepiona pajęczymi sieciami,
niektóre wagoniki były poprzewracane.
Nagle,
usłyszał śpiewy. Skrył się za wagonikiem i nadsłuchiwał
-
Hej ho, hej ho! Do pracy by się szło! – to były krasnale.
-
Widocznie po po pokonaniu trolla, obudziłem je z letargu, czaru! - powiedział
odkrywczo.
-
Witaj najłaskawszy Panie! Dziękujemy, że nas wyswobodziłeś z mocy czaru
uśpienia. Jesteśmy do Twych usług - rzekł krasnal, który wyglądał Mumiemu na
szefa krasnoludzkiej szajki.
Mumiok
był zaszokowany, ale i dumny z siebie.
-
Pracujcie dla Mumiego, a nie zaśniecie! – rozkazał zacierając ręce.
-
Teraz będę miał z czego zapłacić podatki!
Rozdział
II
Mumio
zostawił krasnale w kopalni, a sam udał się do tawerny. Musiał jakoś wrzucić na
luz po swoich dotychczasowych przygodach. Ogromniasty kufel piwa postawiła
przed nim barmanka Sarko. Była piękna.
-
Wyglądasz jakbyś przeżył sporo – zaczęła.
-
Bo faktycznie nie lada przeżyłem. – odpowiedział jej.
Sarko
była bardzo zaciekawiona, więc Mumiok zabrał się do wygrzebywania wspomnień.
Opowiedział jej o swoich długach, jak o mały włos nie został rozjechany przez
pociąg towarowy, o uratowaniu się, o swej ciężkiej walce z trollem i wreszcie o
odnalezieniu kopalni złota! (lecz nic nie wspomniał jej o swej super – mocy), o
śpiących, zaklętych krasnoludkach i o tym, że gdy je obudził, pracują dla
niego.
-
To niesamowite! – Sarko była zaszokowana, a jednocześnie, od pierwszego
wejrzenia poczuła ciągoty na Mumiego. Mrugała do niego, uśmiechała się i krótko
mówiąc miła dzikie rządze. Mumiok lekko się upił, a wtedy Sarko przystąpiła do
działania
-
Może chciałbyś pójść ze mną na pięterko? – zaczęła go kusić, podnosząc wciąż
wyżej swą suknie, pokazując długie, atrakcyjne nogi.
I
tylko tyle Mumiok zapamiętał z tego wieczora, choć to poniekąd i tak dużo.
Rano, Mumio obudził się w ramionach Sarko
-
Ach Mumi, byłeś boski! – zaczęła go chwalić i nieustannie całować. Mumiok
przypomniał sobie o kopalni, o krasnalach i wyznał
-
Cóż moja Droga, nasze drogi się złączyły, teraz muszą się rozłączyć –
powiedział filozoficznie.
-
Ale jakże to? Przecież mogło być tak pięknie!.. – wyobraziła sobie Sarko.
-
I było, ale na mnie czekają krasnale w kopalni – wspomniał Mumio, wkładając
odzienie.
-
Lecz nigdy Cię nie zapomnę!
Mumio
pogalopował do kopalni. Na miejscu krasnale pracowały wydajnie.
-
Wydobyliśmy już potrzebną kwotę – powiedział szef szajki, wskazując na sakwę
pełną złota – I dalej będziemy pracować do końca świata!
Mumi
wziął od niego worek, uprzednio mu/im dziękując.
Popędził,
więc do urzędu podatkowego. Gdy poborca tylko go zobaczył, najpierw był gotów
obie ręce mu obciąć. Jednak, kiedy pokazał mu sakiewkę pełną złota, wyraźnie
złagodniał.
-
Mam szczęście! Dziękuję, Bóg Cię zesłał! – powiedział i wlepił Mumiokowi
siarczystego buziaka.
Mumi
wytarł twarz w sukmanę, jakby to był najgorszy z możliwych rodzajów
podziękowań.
Mumio
powoli wracał do kopalni. Po drodze zatrzymał się w lesie żeby przy drzewie
odpocząć. Zapadł w długi sen. Zbudziwszy się, odkrył, że w krajobrazie coś
uległo zmianie. Otóż, wszystkie liście w lesie, zmieniły barwę na wyblakłą,
matową.
Mumiemu
się to nie spodobało. Znów wypowiedział magiczne zaklęcie
-
Mu – mie – go!
-
stał się smokiem, wzbił się w powietrze (ponad korony drzew) i swym smoczym
okiem ujrzał chatkę baby jagi. Z komina wydobywał się wielokolorowy dym...
Rozdział
III
Smoczym
basem zaczął
-
Cóż wyprawiasz wiedźmo?! - spytał.
-
A co Cię to obchodzi? - Baba Jaga nie należała do osób zbyt uprzejmych. Mumio
jednak, miał odpowiedź dla tej, nie miłej pani
-
Gadaj, albo puszczę z dymem chatę i Ciebie! – zagroził.
Czarownica
wyszła przed chatę, spojrzała w górę i nogi się pod nią ugięły.
-
Nie! Nie rób tego... – ton jej głosu diametralnie się zmienił.
-
No więc gadaj! – smok oddychał przez nozdrza z których czuć było zapach dymu
ogniska.
-
Uśpiłam las... – w końcu się przyznała.
-
To teraz go obudź, albo... – smok przynaglił ją
-
Ale...
-
Żadnych ale! – zaprotestował stanowczo.
-
No dobra – odparła czarownica z ciężkim westchnieniem.
Zabrała
się za odczarowanie. Smok zaczekał nad chatką baby jędzy, aż liście drzew znów
się zazielenią
-
I żeby mi to był ostatni raz! – powiedział odlatując.
Przed
kopalnią smok znów zmienił się w Mumioka. Nie chciał przecież wystraszyć
krasnali.
-
Wydobyliśmy cztery wagoniki pełne złota, najłaskawszy Panie! - powiedział szef krasnoludzkiej bandy.
Mumiok
przyjął, podziękował i przyjął kurs na piaszczyste wybrzeże.
W
między czasie, złodzieje, obrabowali tawernę, zostawiając Sarko bez grosza przy
duszy.
Mumio
na plaży znalazł artefakt: czterolistną koniczynę, przynoszącą szczęście. Choć
czuł się szczęśliwy, pomyślał o Sarko. Pytał morza jak jej dziś idzie praca w
tawernie, czy nie jest zmęczona albo znudzona.
Morze
jednak milczało jak zaklęte, albo skrywało jakąś tajemnicę...
Zdecydował
ostatecznie, że odwiedzi ją i dziś. Skierował się na północ, gdzie znajdowała
się tawerna. Będąc całkiem niedaleko, ujrzał ją na schodkach. Podjechawszy
bliżej, spostrzegł, iż twarz ma schowaną w dłoniach, a jeszcze bliżej, że
płacze.
-
Czemuż płaczesz najłaskawsza pani? – zapytał na powitanie.
-
Mumio?! To naprawdę Ty? – powitała go śmiejąc się przez łzy.
Opowiedziała mu o napaści na tawernę. Na co on
jej odrzekł:
-
Nie smuć się kochana! Twój rycerz wiezie Ci złoto i artefakt z plaży.- Mumio
wręczył jej czterolistną koniczynę i sakiewkę złota.
-
Dziękuję! - uśmiechnęła się przez łzy.
Otarł
je i przytulił ją do piersi. Długo tak trwali, aż w końcu odezwała się Sarko
-
Zabieraj mnie ze sobą, gdy idziesz w bój. Chcę być zawsze przy Tobie, nie ważąc
na niebezpieczeństwa. – wyznała.
-
Dobrze, ale musisz coś o mnie wiedzieć. Jestem... – zawahał się – Jestem zaklęty w smoka.
-
Ale jak to możliwe? – jej oczy wyraźnie się powiększyły.
-
Mu – mie – go – wypowiedział magiczne zaklęcie i zmienił się w smoka.
Rozdział
IV
-
I co, teraz mi wierzysz? – spytał smok.
Sarko
była zbyt podekscytowana i oszołomiona, żeby odpowiedzieć. Więc, tylko pokiwała
głową.
Smok
Mumiok zasugerował
-
To może zechciałabyś przelecieć się na moim grzbiecie? – zasugerował.
-
Tak! Tak! To będzie nadzwyczajne! – ucieszyła się Sarko i w oka mgnieniu
wgramoliła się za łep smoka.
-
Gotowa na nieziemski lot? – zapytał Mumiok-Smok.
-
Jak nigdy w życiu! – odrzekła.
Wzbili
się w powietrze. Sarko głośno komentowała:
-
Jest fascynująco! Niesamowicie! Pięknie!
-
Uwaga, trzymaj się mocno! – ostrzegł i zrobił piruet w powietrzu.
Sarko
była w siódmym niebie. Wciąż krzyczała jak dziecko:
-
Jeszcze raz, proszę... – do nieskończoności zdawało mu się, że powtarza i
śmiała się, gdy on spełniał jej prośbę.
Bez uprzedzenia
zauważyli, że połać zaczarowanego lasu stanęła w płomieniach.
-
Co robić? – spytała przerażona Sarko.
-
Nie martw się! W pobliżu jest morze.
Smok
wziął do pyska dużo wody (ale trochę zostawił) i wypluł nad magicznym lasem.
Tuż po ugaszeniu, las bardzo szybko się zregenerował. Rośliny w te pędy wypuściły
liście, i zaczarowany las znów się
zazielenił. Wszystko wyglądało jak przedtem.
-
Coś podobnego! - Sarko była rozemocjonowana.
-
I jak Ci się podoba? – spytał smok swoją pasażerkę.
-
Śliczne widoki i magiczne podróże! Dziękuję Ci Mumio – Smoku – i pocałowała go
w łuskaną szyję.
-
Łał! Nikt jeszcze mnie nie całował w to miejsce! – wyznał.
Jak
grom z jasnego nieba ujrzeli błyskawice, następnie usłyszeli grzmoty i lada
chwila rozpętała się potężne oberwanie chmury.
-
Ląduj! – zapiszczała Sarko.
-
Mam inny plan. – enigmatycznie rzekł smok i wzbił się wyżej ponad deszczową
chmurę.
Sarko
po raz kolejny była wielce zdumiona. Nie wiedziała, co powiedzieć. Mumio jednak
poznał ją na tyle, iż wiedział co odpowiedzieć
-
Nie ma za co, moja Droga!
Sarko
wtuliła się w smoka i lecieli sobie tak po prostu.
Znienacka,
wyrósł przed nimi olbrzymi pałac.
-
Co to takiego? – zapytała Sarko głodna wiedzy.
-
Nie wiem! Po raz pierwszy na oczy widzę tą budowlę. – smok też wyglądał na
zaciekawionego.
-
Ty, patrz! Coś tutaj jest napisane – wypatrzyła Sarko.
-„Pałac
Złotych Tytanów“! – odczytali oboje i złota brama zaczęła się powoli otwierać.
Pierwsza
z szoku wyszła Sarko
-
Zagłębimy się do środka? – zapytała.
-
Czemu by nie – powiedział.
I
zniknęli w jasnościach pałacu.
Rozdział
V
Na
dworze Pałacu Tytanów trwał nieustanny werbunek i szkolenie. Tytani strzelali
piorunami do celu.
-
Czy chcilibyście kupić i wyszkolić Tytana/Tytanów? – spytał dworzanin, który
wyglądał im na sprzedawce.
-
Czemuż by nie? – Smok spojrzał na Sarko. – W jedności siła!
Kupili
dziesięć jednostek Tytani na początek. Wyszkolili i zapewnili im wikt i
opierunek. Zlecieli na ziemię, a Tytani, olbrzymy zeszli po chmurkach i
ustawili się wszeregu.
-
5 –cioro z Was niech idzie na zwiady, a druga piątka niech nas strzeże! –
rozkazał Mumiok – smok.
-
Mu – mie – go! – zaryczał Smok i znów powrócił do człowieczych kształtów.
-
No, a teraz już nic nam nie przeszkodzi do bycia razem! – ucieszyła się Sarko.
Nieoczekiwanie poczuli, że ziemia się pod nimi
trzęsie, a potem usłyszęli erupcje wulkaniczną
-
Co to było? – spytała przerażona.
-
Mnie coś wygląda, że to uśpiony wulkan się uaktywnił i zaraz wytryśnie zeń
lawa... – ostrzegł Mumiego. – Ogłaszam ewakuację! – Mumi powrórnie zmienił się
w smoka i rzucił do Sarko i krasnali
-
Kto chce przeżyć, zapraszam na mój grzbiet!
Wszyskie
krasnale (a było ich około setki) w szybkim tempie usiadły, Sarko jak przywódca
siadła okrakiem na szyi i wzbili się w powietrze, gdy z wulkanu wytrysnęła lawa
i zalała wszystko w okół.
-
Straciłem Tytanów... – przygnębiająco orzekł Smok.
-
A nie żal Ci kopalni złota? – z goryczą spytała Sarko.
-
Nie aż tak bardzo. Złota trochę jeszcze mam, a krasnale, to jednak istoty żywe.
Lecieli nad grubą warstwą zastygłej lawy,
magmy.
Smok
poleciał do góry, do Pałacu Złotych Tynanów, gdzie znów zwerbował tym razem
20-u żołnierzy.
Zlecieli na Ziemię, która wyglądała jak
pokryte magma bobośka (nie wiadomo co).
Były
one dość duże, płaskie, w kolorze czarnym. W dodatku dość nie przyjemnie
pachniały.
Wszędzie
ich były chmary.
-
Co to jest? O fu! – Sarko zadała retoryczne pytanie.
-
Nie wiem! Myślisz, że to ma jakiś związek z czarami? – głośno zastanawiał się
smok – Mumio.
-
Myślę, iż tak! Lećmy do chaty Baby Jagi! – zapowiedziała złowieszczo Sarko.
Będąc
nad chatą, ze Smoka zeskoczyli po kolei Tytani (tworząc formację bojową tzn.
Otoczyli chatę z błyskawicami w rękach, Sarko zeskoczyła ostatnia. Umówili się
ze Smokiem, że da mu znak.
Zapukała
do drzwi
-
Czego? – Jędza znów była wzburzona – To znowu Wy, psujecie mi całą zabawę!
I
już miała kaprys zamienić Sarko w kamień, kiedy chorda Tytanów powstrzymała
ją
-
Lepiej nie próbuj swych magicznych sztuczek, wiedźmo! Jesteś osaczona.
Rozdział
VI
Porywisty
wiatr miotał chatą wiedźmy, jak gdyby chciał przymusić Babę Jagę do
kapitulacji.
Czarownica
się nie poddała, więc Smok rozkazał
-
Do Ataku!
I
burza błyskawic spadła na jej chatę. W tym samym czasie Smok rozdziawił paczę
pokazując ostre jak brzytawa zębiska i zazionął ogniem. Chata wiedźmy stanęła w
płomieniach.
-
Czy myślisz, iż zgładziliśmy wiedźmę? – spytała Sarko, tak jakby powątpiwając.
-
Nie sądze. Lecz na pewno pozbawiliśmy ją księgi czarów i prawdopodobnie
różdżki... – odpowiedział Smok.
-
Polećmy gdzieś, gdzie można się zrelaksować. – zażyczyła sobie Sarko.
-
Znam takie miejsce. Cała na „Smoczą Jamę“! – zakrzykną radośnie smok.
„Smocza
Jama“ – okazała się być ekskluzywną kurortem restauracyjnym z mnóstwem atrakcji
m. in. Masażem, siłownią, basenem, barem i wieloma daniami do wyboru np. Baran
zapiekany z wełną. Lecz były też i „ludzkie dania“ na ostatniej stronie menu.
Sarko
wzięła kotleta schabowego , a Smok zadowolił się baranem. Do popicia oboje
wzięli piwo Smok. Po jedzeni skorzystali z z wszystkich atrakcji resortu, zapominając o zbędnych kilogramach. Mieli przy tym ubaw po uszy.
Smoczycy
Chrapko wyraźnie spodobał się Smok – Mumiok.
Brutalnie
odciąągnęła Sarko na bok
-
Czy my się nie znamy? Twoja paszcza wydaje mi się znajoma!
-
Nie przypominam sobie, ale... - Smok Mumiok przeciągnął swą wypowiedź – piwo Smok
dla wszystkich na mój koszt!
W
barze najpierw zapadła cisza jak makiem zasiał. Wszystkie smocze oczy (a bar był
pełny) zwrócone zostały na stolik przy którym siedzieli Sarko i Mumiego. Szok
na całego!
A
potem Smoki zaczęły ich uwielbiać! Podrzucały nimi i krzyczały
-
Niech żyją Smok Mumiego i człowieczyca Sarko! – skandując wielokrotnie.
-
Wiesz Mumiego, ta sława zaczyna mi się podobać! – Sarko była wyraźnie
zadowolona. Mumi potwierdził przekrzykując tłum
-
Mumkowi już się podoba! – Zaryczał radośnie.
Smok
Ugoma, który był dla smoków szefem baru zaproponował im przyjaźń. Przyjęli
ofertę, ale nie zgodzili się na zniżkę piwa, co bardzo zdziwiło Ugomę.
-
To co chcecie wzamian? – wyglądał na niepocieszonego.
-
Przyjaźń to najlepsza rzecz, jaką można zaoferować! – powiedzieli w tym samym
momencie Sarko i Smok – Mumiok.
Rozdział
VII
Następnego
dnia Sarko olśniło. Wpadła bowiem na pomysł, żeby zmienić bar, po prostu
odnowić go. Razem z Mumiokiem pomalowali ściany, tworząc na nich rysunki o
przyjaźni smoczo-człowieczej, ludzkiej. Ponadto kupili od drwala zaczarowane
deski (tartak znajduje się w zaczarowanym lesie), z których w szybkim czasie
sporządził nowe krzesła i stoły. Miały w sobie magię! Nad wejściem zaś
umieścili napis: „Niesamowity bar u smoka“. Wejście było jak jama.
Pierwszymi gośćmi którzy przybyli były
oczywiście smoki... A raczej jeden smok, tylko że dwugłowy.
-
Piwo Smok, proszę! – powiedziała pierwsza głowa.
Druga
głowa wyglądala na poddenerwowaną
-
Gamio, głuptasie! Nie możesz tyle pić, bo... – przerwała, ażeby podnieść sobie
ciśnienie. – Bo i mnie się udziela! – i obie głowy rozchichotały się
niemiłosiernie.
A ich chichotanie opanowało wszystkich gości
„Niesamowitego baru u Smoka“. Nawet Mumio-Smok i Sarko zarykiwali się do
łez. Jednym słowem otwarcie baru przyniosło wszystkim wielką korzyść. Jedno, co
mogło wydawać się dziwne gościom,
-
Dlaczego wszystko (jedzenie i picie) było darmowe? - na całe szczęście, nikt z gości takiego pytania nie zadał (czy to ze strachu, czy były jakieś inne powody?).
Różni
goście wpadali do „Niesamowitego baru u Smoka“. Jedni chcieli napić się
darmowego piwa Smok i pogaworzyć we własnym gronie. Inni zaś, siadali przy
barze i gadali z właścicielami. Interes szedł pełną parą!
Bar
był czynny codziennie od 9 do 2 – 3 w nocy. Od czasu do czasu zdarzały się
burdy, a nawet pożary! Więc, Sarko i Smok – Mumiok byli w ciągłym pogotowiu.
Męcząca praca zmusiła ich do zamknięcia baru w jeden dzień w tygodniu.
W krótce Sarko zaszła w ciąże. Po upływie
dziewięciu miesięcy urodziła dwoje słodkich dzieci, którym nadali Imiona Gumo i
Akros.
Były
to normalne dzieci o nadludzkich zdolnościach. Potrafiły latać, zmieniać oczy
na smocze i ziać ogniem! Ta ostatnia zdolność jednak przychodziła im tylko, gdy
się zdenerwowały.
I tak „Niesamowity bar u Smoka“ przyniósł Mumiokowi
i Sarko nie tylko w większości zadowolonych klientów, ale również i rodzinę.
Od czasu do czasu zamykali bar i latali na
grzbiecie smoka w różne zakątki średniowiecznego, zaczarowanego świata. A ich
niesamowite przygody się powiększały.
I
żyli niesamowicie dlugo i smoczo szczęśliwie.
Koniec!
„Wydanie książki
Niesamowite przygody Mumiego“
Na
krakowskim rynku siedziałem sobie sam sącząc piwo w jednej z restauracji
z parasolami. Aż nagle...
Nad Sukiennicami pojawiła się łuna! Z tej
łuny słychać było niemożebne odgłosy wzdęć i beków, aż w końcu łuna „wyrobiła“
cytoplazmową "kupę" wprost na główne centrum rynku. I z tej cytoplazmy
wyszli rycerz w zbroi z przyłbicą i Jego księżniczka. Skierowali się ku
parasolowi pod którym siedziałem sobie ja.
=
Sir Lukas? - zapytał rycerz podnosząc przyłbicę. - To ja Mumi, zwany też
Mumiokiem. A oto księżniczka Sarko. – przedstawił mi ich przypominająco -
Stworzyłeś nas w swojej, nie wydanej książce „Niesamowite przygody Mumiego“ –
przypomnieli mi.
=
Napijecie się czegoś? – zapytałem na początek. – Ja stawiam!
Zamówili
sobie: księżniczka Sarko czerwone wino a rycerz Mumio ciemne piwo.
-
A teraz do rzeczy: przybyliśmy do Twojego świata, aby prosić, żeby nasze „Niesamowite
przygody...“ wreszcie ujrzały światło dzienne. Krótko mówiąc zostały wydane, a
my stali się wreszcie sławni na cały świat! – zamarzył Mumiok.
-
Hmmm... - potarłem ogoloną brodę – to będzie ciężka sprawa.
-
Oj, bo powiem magiczne zaklęcie, stanę się smokiem i... Sir Lukas zamieni się w
popiół! – zagroził Mumiok.
-
Spokojnie! Może napijecie się piwa i omówimy tą sprawę? – zaproponowałem. – Ja stawiam! – dodałem.
-
No dobrze, skoro tak, to zmienia postać rzeczy. – ochłonął Mumio-smok.
-
Wysłałem e-maila do wydawnictwa, ale trzeba zapłacić 99 złotych i 99 groszy za
wydanie książki w 10 egzemplarzach... – pożaliłem się.
-
To w czym problém?
-
W tym, że jestem ubogim pisarzem!
-
Trzeba było tak od razu! Sarko, daj Sir Lukasowi sakiewkę złota!
I
tak oto już następnego dnia poszedłem o wydawnicta Znak i wydałem książkę w
nakładzie 100 tomów.
Nie
miałem nigdy więcej odwiedzin z zaświatów i sytuacja się unormowała.
Koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz