3.12.2018

Moja opowieść:



„Śledztwo Lokshera”



A może byśmy coś zrabowali Godi? - usłyszał Loksher siedząc przed kawiarnią Recoco i pijąc kawę. Wieczór był pogodny, ale chłodny. 
No świetny pomysł Digo, tylko co to miałoby być? - zapytał Godi. 
Np. Złoto, serebro, brąz… odpowiedział Digo ze świecącymi się oczami z podniecenia - Z jubilerskiej wystawy! 
Loksher był z zawodu detektywem, więc potajemnie zaczaił się przy sąsiednim stoliku i podsłuchiwał udając,że czyta gazetę. 
- Umówmy się o północy na Geriado Street. Jak się nie pojawisz… - pokazał mu gest poderżnięcia gardła. 
Loksher zanotował w swoim kapowniku: 00:00, Geriadro St. 
Najpierw wyszedł Godi, wyglądał na przerażonego. Minął kwadrans i stolik oppuścił Digo, uprzednio uregulowaszy rachunek.Przeklął jak szewc i splunął zobaczywszy rachunek.Loksher jako ostatni zebrał manatki i skierował się do swego biura przy Lawera St… 
Dobrywieczór panie Loksher! Wygląd pan jakby byłczymś zafrasowany. - jego sekretarka panna Sonwat i dobra przyjaciółka , poznała go dobrze. 
- Trafiła pani w sedno panno Sonwat- sprostował Loksher. - Poproszę mocną kawę. 
Zaparzyła mu „siekierę” zgodnie z jego życzeniem i podała wprost na biurko. 
- Coś jeszcze mogę dla pana zrobić? - zapytała. 
- Poprosiłbym o chwilę cieszy - odpoowiedział Loksher. 
Mijały godziny, a dedektyw Lokshernie wychodził ze swojego gabinetu. Panna Sonwat zaczęła się o niego martwić… W końcu o 22 otworzyły się drzwi gabinetu dedektywistycznego i wyszedł z nich Loksher 
- Mam plan zatrzymania złodziejaszków! - powiedział zacierając ręce. - proszę czekać na telefon. 
- Tak jest panie dedetektywie! - Sonwat potraktowała poważnie powierzone jej zadanie. 
Po godzinie telefon milczał. Sonwat zaczęła ze zdenerwowania obryzać paznokcie. Po dwóch dalej cisza. W końcu za 3 godziny zadzwoniłtelefon. Sonwat z drżącym głosem podniosła słuchawkę 
- Halo? 
- Panno Sonwat!, proszę powiadomić policję! Tak się składa, że mam pięciu złodziejaszków przyłapanych na gorącym uczynku! Siedzą przykłuci w kajdankach i czekają na radiowóz Proszę przybyć z aparatem, muszę mieć ich fotografie! - głos Lokshera był stanowczy, ale panna Sonwat wyczuła w nim zadowolenie. 
Sonwat zaraz ruszyła z piskiem hamulców na Rotogroto St., gdzie znajdował się sklep jubilerski „Dogl” Z samochodu wyszła w skąpej sukience koloru szarego 
- W imieniu Wielkiej Bogatyni nakazuje wam się poddać. - powiedziała na powitanie. 
Rabusie nie mieli pojęcia z kim zadzierają. 
- Tralalala, Tralaalatralala! A my jesteśmy potomkami Regitana! - zażartowali sobie i zaczęli strzelać bez ostrzeżenia. Poranili setki osób (w większości cywilów). Sonwat też dostała odłamkiem szyby. 
- Nic pani nie jest? - spytał Loksher swoją asystentkę. 
- To tylko draśnięcie - uspokoiła go. 
I strzały się podwoiły, a nawet potroiły. 
W końcu nagle, ustały. Jak makiem zasiał. 
- ~Chyba ich powstrzymaliśmy! - oświadczyła panna Sonwat z dumą w głosie. 
- Chyba jak zwykle ma pani racje. Pochwalił ją Loksher. 
- Cholera! Nie mamy już amunicji… - rzekł Berher, jeden ze złodziejaszków. 
- Uciekajmy! 
I rozpoczął się pościg.. Długo Loksher i Sonwat gonili złodziei i nie raz byli w czarnej d… Ale wkońcu zagnali ich w „kozi róg” albo w „ślepą uliczkę” skąd nie mieli drogi ucieczki. 
- Hahaha! I co: łyso Wam teraz? - zaśmiali się Loksher i Sonwat. 
-Oddawajcie zrabowane klejnoty albo Wam je siłą zabierzemy! - Loksher nie miał czasu na zabawy. Odebrał złodziejąmzrabowane klejnoty i wsadził ich do więzienia. 



I tak zakończyło się śledztwo Lokshera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Polska 2025

Kraków, 1.04.2025 Witam  Co u Was? Ja pierwszy Kwietnia zacząłem od basenu.  A konkretnie od pływania na basenie AGH. Super się pływało i je...